Nasz blog

opowieści z mchu i paproci :)

Tak wyglądają adopcje w Polsce. Te historie poruszają - z WP.PL

Artykuł z WP.Pl. (link do artykułu: https://kobieta.wp.pl/adopcje-w-polsce-historie-ktore-poruszaja-6637226162748384a)
W Polsce jest aż 70 tys. dzieci, które są objęte pieczą zastępczą i większość z nich nie ma szans na adopcję. Są albo zbyt chore, albo za duże. Badania pokazują, że największą szansę na znalezienie domu mają dzieci do 6 r.ż., a sam proces adopcyjny trwa średnio ok. 2 lat. Rozmawiamy o tym z autorką książki "Tu jest teraz twój dom. Adopcja w Polsce".

Patrycja Ceglińska-Włodarczyk, WP Kobieta: Jaka refleksja została w pani po napisaniu książki?

Marta Wroniszewska, autorka książki "Tu jest teraz twój dom. Adopcja w Polsce": Jeżeli miałabym mówić o wnioskach, nasunęły mi się trzy ważne rzeczy. Po pierwsze potrzebujemy bardzo jasnej definicji pojęcia "dobro dziecka". Sądy i instytucje publiczne kierują się dobrem dziecka, żeby je zabezpieczyć. Dobro dziecka nie jest precyzyjnym terminem i dla każdego to dobro znaczy coś innego. Wydaje mi się, że gdyby była jasna definicja tego sformułowania, łatwiej byłoby ustalić, czego konkretne dziecko potrzebuje. 

Czytaj dalej
  172 odsłon
  0 komentarze
172 odsłon
0 komentarze

Tekst znaleziony w necie - taki prawdziwy

Organizacja Fabryka Dobra ruszyła z inicjatywą wakacyjną - wyposażmy dzieci z domów dziecka na wyjazdy wakacyjne i spełnijmy marzenia! Każde dziecko napisało list, w którym opowiada, o co prosi "Drogiego Darczyńcę", a w spisie marzeń możemy znaleźć bidony, latarki, spodnie, bluzy, a nawet skarpetki. * Nie chcę się powtarzać, ale kiedy byłam rodziną...
Czytaj dalej
  251 odsłon
  0 komentarze
Etykiety:
251 odsłon
0 komentarze

Dowód osobisty

Mając swoje dziecko raczej nie zawracamy sobie głowy, że komuś będziemy musieli udowadniać, że to nasze dziecko. No chyba, że jedziemy za granicę to wtedy - hop do urzędu - dwa-trzy tygodnie i już dowodzik dziecka mamy. A jak to jest w przypadku dzieci w pieczy zastępczej? Ustawa o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej przewiduje tylko w wypa...
Czytaj dalej
  328 odsłon
  0 komentarze
328 odsłon
0 komentarze

Pies Wacek

 Dawno temu - to był chyba rok 2012 - nasz syn zapragnął mieć psa. Wtedy jeszcze nie byliśmy rodziną zastępczą. Syn miał 13 lat, córka 3. Nie bardzo nam się podobał ten pomysł ale ustaliliśmy z nim, że jeżeli przez dwa tygodnie wakacji będzie chodził do TOZu jako wolontariusz i pomagał przy psach to udowodni nam, że będzie się umiał nim opieko...
Czytaj dalej
  311 odsłon
  0 komentarze
Etykiety:
311 odsłon
0 komentarze

Dla kogo i po co ta strona

Już kiedyś chciałem zrobić taką stronkę ale jakoś to umarło - może jeszcze nie dorosłem wtedy do tego? A może dzieci były jeszcze za małe aby mi w tym pomóc? Teraz chcę je do tego zachęcić, aby miały miejsce gdzie mogą "zmagazynować" chwile, dobre wspomnienia i to co po latach warto wspominać.  Nie jest to strona tylko dla nas - naszej rodzink...
Czytaj dalej
  254 odsłon
  0 komentarze
254 odsłon
0 komentarze

Alimenty dla dzieci

 Czy nasze dzieci (nasze czyli te którymi się opiekujemy) dostają alimenty? Zgodnie z prawem powinny. Jednak jest z tym różnie.  Po pierwsze sprawy toczą się w sądach bardzo długo. MOPR nie za bardzo ma ochotę tym się zająć a i przepisy w tym zakresie są dosyć niejasne. Rodzice naszych dzieci są z reguły biedni, rzadko i niechętnie gdzieś...
Czytaj dalej
  282 odsłon
  0 komentarze
282 odsłon
0 komentarze

Jak żyje taka duża rodzinka? - Dom cz. 1

 Reakcja ludzi gdy nas mijają bywają bardzo skrajnie - kiedyś będąc na wakacjach mijaliśmy dwie dziewczyny - takie starsze nastolatki - i jedna z nich do tej drugiej powiedziała "O Boże, jak tak można żyć". Widocznie można skoro żyjemy :). Tutaj postaram się opisać w dużym skrócie, jak na co dzień funkcjonuje rodzinka zastępcza z 9 dzieci w wi...
Czytaj dalej
  384 odsłon
  0 komentarze
384 odsłon
0 komentarze

Dlaczego zostaliśmy rodzinką zastępczą... cz. 2

Pierwsze co znaleźliśmy to różne fundacje z całej Polski. Trochę nieśmiało zadzwoniliśmy do pierwszej z brzegu - a tam bez wstępu - " Jak jesteście zdecydowani to zapraszamy do nas (chyba okolice Łodzi). Dostaniecie od nas dom i 8-9 dzieci do opieki. W międzyczasie szkolenie i będziecie prowadzić Rodzinny Dom Dziecka (RDD). (???) Trochę nas to zaskoczyło. Tutaj mieliśmy swój dom, swoje życie, gabinety żony... I jak to tak - wszystko tu zostawić i pojechać z naszymi dzieciakami w nieznane. My nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co to znaczy opiekować się taką ilością dzieci. Grzecznie odmówiliśmy.


Czytaj dalej
  380 odsłon
  0 komentarze
380 odsłon
0 komentarze

Pomoc psychologiczna

 Jak byliśmy na szkoleniu w 2013 roku jako kandydaci na rodziców zastępczych oglądaliśmy różne filmiki i o nich potem dyskutowaliśmy. Nasz program opierał się o amerykański podręcznik PRIDE. 

Na jednym filmiku, w rodzinie zastępczej, dziecko się zdenerwowało o coś, po czym pokłóciło się z rodzicami zastępczymi i wybiegło z domu. Z tej złości podeptał mamie zastępczej kwiatki przed domem. Mama zadzwoniła do ich odpowiednika naszego MOPRu i na drugi dzień przyjechał psycholog i jeszcze jakieś dwie osoby do dziecka i rodziców. Udzieliły wsparcia, pomogli rozwiązać problem. Po prostu Happy End w amerykańskim wydaniu.

Pierwsze pytanie w dyskusji jakie padło z mojej strony to czy u nas też tak będzie to wyglądało. Po jego powiedzeniu dało się słyszeć przeciągły wdech pani prowadzącej i krótka odpowiedź: "Nie, u nas musicie radzić sobie sami".

Czytaj dalej
  233 odsłon
  0 komentarze
Etykiety:
233 odsłon
0 komentarze

Własne przemyślenia

Ta część bloga będzie poświęcona własnym przemyśleniom, spostrzeżeniom, wnioskom wyciągniętym z życia codziennego. Tutaj postaram się (ja lub ktoś kto też będzie chciał  podzielić się swoimi przemyśleniami) opisać świat oczami rodzica zastępczego. Świat duuużych rodzin nie zawsze jest taki jak świat rodziny 2+1 lub 2+2. Tutaj nawet takie ...
Czytaj dalej
  302 odsłon
  0 komentarze
302 odsłon
0 komentarze

Duża rodzina w szkole.

Jak jesteśmy postrzegani w systemie edukacji? W moim opisie postaram się oprzeć tylko na własnych spostrzeżeniach. Znamy dużo opowieści jak to jest w innych rodzinach ale może same o tym kiedyś one napiszą. 

My w szkole masowej (rodziny które mają dzieci z orzeczeniami rozróżniają szkoły jako masowe, specjalne i domowe) jesteśmy postrzegani w większości jako dziwacy którzy cały czas coś chcą i czegoś od szkoły wymagamy.

Do tego szkoły muszą co jakiś czas składać na nas "pisma" więc wyszukują wszystkiego do czego można się przyczepić. 

Trudno szkole zrozumieć, że my pracujemy i tak naprawdę mamy mało wolnego czasu aby brać udział w dodatkowych zamierzeniach szkoły jak: trójka klasowa, pomoc z wyjazdami na basen, wycieczki do kin i teatrów itp.. Dla porównania: ktoś kto ma jedno dziecko i po jego szkole chce mu poświęcić na pomoc w nauce, sprawdzenie lekcji itp. jedną godzinę dziennie to przy 9 dzieci to jest już 9 godzin. 


Czytaj dalej
  160 odsłon
  0 komentarze
160 odsłon
0 komentarze

Rysunek który mówi więcej niż całe opowiadanie

Najsmutniejsze jest to, że nasi czworonożni przyjaciele odchodzą tak za szybko.  
  210 odsłon
  0 komentarze
210 odsłon
0 komentarze

Kot Chudy

W 2019 roku przybył do nas z domu tymczasowego dla kotów razem ze swoim bratem "Grubym". Tak naprawdę to się nazywają Dżul i Amper. Mieli jeszcze brata Wolta (ich imiona piszę po polsku bo to koty a nie nazwy jednostek pracy, natężenia i napięcia prądu :D ) ale on został wcześniej zabrany z tego domu. Swoją drogą jestem ciekawy ...
Czytaj dalej
  344 odsłon
  0 komentarze
Etykiety:
kot
344 odsłon
0 komentarze

Dlaczego zostaliśmy rodzinką zastępczą... część 1

Tak naprawdę tego nie planowaliśmy...
Był rok 2014. Nasze drugie dziecko miało już 5 lat (pierwsze jest o 10 lat starsze). Mieszkaliśmy w domku w spokojnej okolicy na peryferiach dużego miasta. Typowa sielanka i nuda nie licząc ciągłej bieganiny do pracy. Tak naprawdę każdy żył swoim życiem. Żona prowadziła swoją firmę (na dwóch osiedlach - sypialniach miasta). Jako że były to usługi to praca w nich była w godzinach od południa do 21. I tak od poniedziałku do soboty a w niedzielę już tylko chcieliśmy w spokoju odpocząć - każdy przy swoim laptopie - wtedy nie było jeszcze takich wypasionych telefonów :) a rozmowy prowadziło się przez gadu-gadu :D

Koło kuchni mieliśmy jadalnię z dużym stołem lecz tam bardzo rzadko jedliśmy wspólnie posiłki. 

Czytaj dalej
  673 odsłon
  0 komentarze
673 odsłon
0 komentarze

Pierwszy wpis

Zastanawialiście się kiedyś, że dni tak szybko płyną, jest tyle fajnych sytuacji, przemyśleń, chwil które zasługują na to aby je zapisać, uczynić z nich nieśmiertelne wpisy dla ... no właśnie ... dla kogo? Czy to ważne? dajmy im nieśmiertelność. Jeżeli masz dużą rodzinkę, obojętnie czy to rodzinka Twoja biologiczna czy może taka patchworkowa jak mo...
Czytaj dalej
  218 odsłon
  1 komentarz
218 odsłon
1 komentarz
Przypięte rzeczy
Ostatnia aktywność
  • https://kobieta.wp.pl/adopcje-w-polsce-historie-ktore-poruszaja-6637226162748384a)
    W Polsce jest aż 70 tys. dzieci, które są objęte pieczą zastępczą i większość z nich nie ma szans na adopcję. Są albo zbyt chore, albo za duże. Badania pokazują, że największą szansę na znalezienie domu mają dzieci do 6 r.ż., a sam proces adopcyjny trwa średnio ok. 2 lat. Rozmawiamy o tym z autorką książki "Tu jest teraz twój dom. Adopcja w Polsce".

    Patrycja Ceglińska-Włodarczyk, WP Kobieta: Jaka refleksja została w pani po napisaniu książki?

    Marta Wroniszewska, autorka książki "Tu jest teraz twój dom. Adopcja w Polsce": Jeżeli miałabym mówić o wnioskach, nasunęły mi się trzy ważne rzeczy. Po pierwsze potrzebujemy bardzo jasnej definicji pojęcia "dobro dziecka". Sądy i instytucje publiczne kierują się dobrem dziecka, żeby je zabezpieczyć. Dobro dziecka nie jest precyzyjnym terminem i dla każdego to dobro znaczy coś innego. Wydaje mi się, że gdyby była jasna definicja tego sformułowania, łatwiej byłoby ustalić, czego konkretne dziecko potrzebuje.

    Poza tym powinna istnieć taka funkcja jak adwokat dziecka, który będzie o to dobro dbał, jeden Rzecznik Praw Dziecka to za mało. Potrzeba bardziej indywidualnego podejścia. W tym momencie dziecko nawet nie jest wysłuchiwane w sądzie, nikt nie pyta go, czego naprawdę by chciało, czy potrzebowało.

    Trzecią istotną kwestią jest to, żeby dziecko trafiło do środowiska rodzinnego, nie do instytucji. Dziecko powinno obserwować rodzinę, uczyć się prawidłowych wzorów zachowań, aby w przyszłości nie powielać schematów, które być może wyniosło z domu, w którym źle się działo. Bardzo często rodziny, z których pochodzą te dzieciaki, są pokoleniowo niewydolne, bo dominuje alkohol, przemoc. Tak naprawdę można by zabezpieczać te dzieci dużo wcześniej, bo te rodziny są przecież znane opiece społecznej. Kompleksowo, jeszcze przed narodzeniem dziecka, mogłyby być kierowane na terapię czy kursy, aby zapewnić dziecku w przyszłości jak najlepsze warunki do życia.

    W Polsce jest aż 70 tys. dzieci, które są objęte pieczą zastępczą i większość z nich nie ma szans na adopcję. Dlaczego?

    Przede wszystkim dlatego, że mają niewyjaśnioną sytuację prawną albo są tak ciężko chore, że nie są kwalifikowane do adopcji, a przez to skazane na życie w DPS-ach. Póki adopcje zagraniczne były bardziej powszechne, to dzieci z tej drugiej grupy miały większą szansę znaleźć nowy dom. Rząd jednak błędnie założył, że kwalifikowane do adopcji zagranicznej są dzieci zdrowe. Z tego co się zorientowałam, nie jest to prawdą.

    Rzeczywiście próbowano zbadać, co kryje się pod hasłem "dzieci zdrowe". To są często osoby, które nie mają orzeczeń, ale orzeczeń nie mają dzieci z FAS - zespołem alkoholowym, dzieci z RAD – zaburzeniem więzi, czy dzieci z zespołem stresu pourazowego, bo doświadczyły przemocy czy wykorzystania seksualnego… One wszystkie nie mają szansy na adopcję zagraniczną. To wielka szkoda.

    Rodzice biologiczni dostają nieskończoną ilość szans na poprawę.

    Niestety. I oczywiście, rodzicom trzeba dać szansę, bo dla dziecka rodzina jest zawsze najlepszym miejscem do wychowania i życia, ale czasem nie musi to być rodzina biologiczna.

    W tym systemie wszystko idzie wielotorowo. Jest napływ kandydatów, którzy chcieliby zostać rodzicami, a równolegle toczą się sprawy o odebranie praw rodzicielskich, kwalifikuje się dzieci do adopcji. Tym wszystkim zajmują się ośrodki adopcyjne. Przyszli rodzice adopcyjni najczęściej chcą dzieci małe i zdrowe. Dlatego im później dziecko trafi do pieczy zastępczej i im bardziej jest chore, tym mniejszą ma szansę na adopcję.

    W pani książce wypowiada się ekspertka, która organizowała zagraniczne adopcje. Ona wspominała o tym, że często dla dzieci chorych to jest jedyna szansa, aby znaleźć normalną rodzinę.

    Chętnych zza granicy jest sporo, nawet na te dzieci starsze i chore. Adopcje zagraniczne dawały szanse dzieciakom, które nie kwalifikowały się do adopcji w Polsce. Kiedyś były trzy ośrodki adopcyjne odpowiedzialne za adopcje zagraniczne, dzisiaj jest już tylko jeden.

    Adwokatka Ewa Milewska-Celińska, która zorganizowała 106 adopcji zagranicznych, mówiła mi, że czasami miała wrażenie, że to są nasze polskie dzieci i my ich nie oddamy. To jest smutna perspektywa, bo skazujemy te dzieciaki na życie w DPS-ach. Chętnych nie brakuje, a liczba adopcji zagranicznych dramatycznie spada. W 2017 r. to było 98 dzieci, a rok później już tylko 28 – dla porównania w 2013 za granicę trafiło 323 dzieci.

    Czy pary, które decydują się na adopcję, zastanawiają się, czy pokochają adoptowane dziecko tak samo jak biologiczne?

    Nie ma jednej odpowiedzi, bo ile rodzin, tyle przypadków. Z moich rozmów i obserwacji wynika, że czasami to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia. Uczymy się siebie, poznajemy się, ta miłość przychodzi z czasem. Ale nie zetknęłam się z sytuacją, żeby rodzice nie pokochali dziecka. Choć to nie zawsze jest łatwa miłość. Niektórym dzieciom trudno tę miłość po prostu przyjąć.

    W książce opisuje pani historię sióstr, które sprawiają wiele problemów rodzicom. Ostatecznie dochodzi do rozwiązania tej rodziny zastępczej.

    Przypadek Zofii i Jana jest dosyć dramatyczny. W ich rozumieniu to jakiś rodzaj porażki, bardzo to przeżywają do dzisiaj. Mają kontakt z dziewczynami, dalej czują się ich rodzicami, są zaangażowani w wychowywanie wnuków, którzy przecież de facto ich wnukami nie są. Dziewczyny właśnie nie umiały przyjąć tej miłości. Kiedy trafiły do rodziny zastępczej, wydawało się, że wszystko będzie dobrze: wszyscy spędzali razem dużo czasu, wyjeżdżali, grali, poświęcali sobie każdą chwilę, dziewczynki chodziły na terapię. Gdy poszły do szkoły podstawowej, rodzice zaczęli dostawać sygnały, że ich córki zachowują się bardzo wulgarnie, posługiwały się językiem rodem z filmów pornograficznych. Z czasem zaczęły się kradzieże, kłamstwa, ucieczki z domu. W zasadzie to się nigdy nie skończyło. Doszły do tego narkotyki.

    Kiedy ta rodzina zwracała się po pomoc, to próbowano przerzucić winę na nich. Zresztą Zofia wyraźnie o tym mówi. Zawsze czuła się winna, nieważne do kogo się zwróciła po pomoc.

    Rodziny zastępcze spotykają się też z niezrozumieniem ze strony społeczeństwa. Jedna z kobiet mówi, że wielokrotnie słyszała komentarze, że dorobi się na 500+.

    To jest historia Adama i Beaty, oni prowadzą rodzinę zastępczą z funkcją pogotowia opiekuńczego. Tam potrafi być nawet kilkanaścioro dzieci – oni mają też dwójkę biologicznych i dwójkę adoptowanych. Oni, jak każda rodzina zastępcza, pełnią w moim poczuciu służebną funkcję w stosunku do rodziców biologicznych. Przejmują wszystkie obowiązki, pracują całą dobę, mają dzieci w różnym wieku. Wstają o 4:30, żeby nakarmić najmłodsze maluchy, starsze trzeba wysłać do szkoły, pójść do lekarza, terapeuty… Proszę sobie wyobrazić zrobienie nawet tak prozaicznych rzeczy jak pranie dla tych kilkunastu osób. Tam pralka chodzi non stop, oni muszą sparować 300 par skarpetek i czekają aż przyjdą do nich wolontariusze, bo oni sami nie mają nawet na to czasu.

    Rodziny zastępcze dostają od państwa 1/3 tego, co dom dziecka. W takich rodzinach zatrudnia się na umowę zlecenie tylko jednego z małżonków, który pobiera minimalne wynagrodzenie. Dostają 500+, zapomogi, ale to jest dwójka dorosłych do kilkunastu dzieci. Adam i Beata dostają też około 1400 zł, żeby zatrudnić osobę, która im pomoże. Ale za takie pieniądze trudno kogokolwiek znaleźć, a już samo utrzymanie dzieci to worek bez dna. Ludzie uciekają po jednym dniu pracy, gdy zobaczą, jak ona jest ciężka.

    Myślę, że aspekt wsparcia finansowego osób z niepełnosprawnością czy rodzin zastępczych wymaga jeszcze naprawy.

    To jest to, co opowiada Wiktoria, która prowadziła rodzinny dom dziecka. Jej nie było stać na nic: na olej opałowy do pieca, nie miała na chleb dla dzieci. Obok jej domu przejeżdżał właściciel piekarni, który zawoził do lasu pieczywo dla dzików. Zorientował się, że ten chleb trzeba dawać im, a nie zwierzętom. Zaczął codziennie przywozić świeże pieczywo. Jej mama również zaangażowała się w pomoc i robiła setki słoików z przetworami, żeby oni mieli co jeść. Wiktoria kupowała zwiędnięte warzywa, jedzenie na wyprzedażach… Jak sama mówi, to było wieczne dziadowanie.

    Jak bohaterowie książki mówią o swojej sytuacji jako dorośli ludzie? Szukali biologicznych rodziców?

    Na przykład Gabriel Jan miał szczęście, że trafił na wspaniałą rodzinę. Oni pokochali się wzajemnie miłością jak z bajki. Jemu to wystarcza. Cała jego przeszłość jest jak szwajcarski ser: nie pamięta wszystkiego, nie do końca wie, co się wydarzyło i opowiada o tym, wciąż mając łzy w oczach. On w ogóle nie chce grzebać w swojej przeszłości. Jest tak wdzięczny rodzinie adopcyjnej, że nie potrzebuje wypełniać tych luk.

    Karina, która również wychowywała się we wspaniałej rodzinie adopcyjnej, bardzo chciała szukać swojej biologicznej rodziny, bo nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Wie, że ma siostrę, która została z matką biologiczną. Karina szuka odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", które dominuje nad każdą chwilą jej dnia. Udało jej się odnaleźć matkę biologiczną, ale ta nie jest niestety specjalnie zainteresowana relacją.

    Zdarzają się historie, że rodzina adoptowała dziecko, a potem je oddała?

    Tak, choć na szczęście nie jest wiele takich rodzin. Rafał i Weronika adoptowali chłopca, który został prawie zakatowany przez ojca biologicznego. Dziecko miało silny RAD, czyli zespół zaburzonych więzi. Relacja z tym chłopcem była bardzo trudna, chłopiec – oczywiście zupełnie nieświadomie – destabilizował funkcjonowanie tej rodziny i życie biologicznego potomstwa pary. Czasami chodziło o drobiazgi życia codziennego, które trudno opisać komuś, kto tego nie doświadcza. Są to ciężkie przeżycia dla obu stron.

    Rafał mówił o tym, że tam jest więcej stron, które powinny poczuwać się do odpowiedzialności za takie sytuacje. Trzeba mieć na uwadze, że zarówno to dziecko, jak i rodzice byli przez kogoś kwalifikowani. Potem, gdy dziecko wraca, bo rodzina jest rozwiązywana, to ośrodek adopcyjny przestaje nagle istnieć w kręgu zainteresowanych.

    Rafał z żoną zwracali się o pomoc do ośrodka adopcyjnego, a jednak o tym, że chłopiec ma RAD dowiedzieli się z internetu. Nikt z pracowników nie był świadomy czy może wyedukowany, żeby im tę wiedzę przekazać. Nikt ich do tego nie przygotował, nie wyposażył w narzędzia do obsługi tego dziecka.

    Miłość uleczy wszystkie rany?

    Miłość jest bardzo ważna i bez niej ani rusz. To jest kluczowy składnik, żeby relacja była udana. Ale są też inne niezbędne. Świadomość i bycie gotowym na różne sytuacje. Monika i Wiktor, jedni z bohaterów, bardzo pragnęli dziecka, bo nie mogli mieć biologicznego. Mówią, że podczas szkolenia zostali wypełnieni wiedzą. Natomiast z perspektywy posiadania dziecka ta wiedza okazała się niewystarczająca i niekompletna. Te pytania, które mieli przed adopcją były już nieaktualne i pojawiły się setki nowych. Myślę, że ośrodki adopcyjne powinny lepiej przygotowywać albo jeżeli rodzina do nich wraca z problemem, powinni realnie ten problem rozwiązywać, a nie przerzucać odpowiedzialność. Rafał i jego żona, kiedy zwrócili się po pomoc usłyszeli, że chłopiec się nie chce przytulać, bo jego adopcyjna mama ubiera się na czarno. On się nie przytulał, bo miał RAD. Po takich uwagach można stracić zaufanie do pracowników ośrodka.

    Nie chcę swoją książką zniechęcać do adopcji – wręcz przeciwnie, ale pragnę, aby ludzie byli świadomi i gotowi przyjąć pod swój dach małego człowieka, który nie miał łatwo w życiu. Potrzeba świadomości, że może być happy end, ale może być też trudno. 

    Przeczytaj cały artykuł
    1. Wyświetl post
    0
    0
    0
    0
    0
    0
    Post jest w trakcie moderacji
    Rzecz została pomyślnie opublikowana w strumieniu. Teraz będzie też widoczna.
  • Deszczowo dzisiaj. I tak smutno. Pierwszy Dzień Mamy bez mojej Mamy...
    0
    0
    0
    0
    0
    0
    Post jest w trakcie moderacji
    Rzecz została pomyślnie opublikowana w strumieniu. Teraz będzie też widoczna.
  • Pierwsze jajko naszych kurek - to po prawej. To z lewej dla porównania od dorosłej kury naszej sąsiadki.
    0
    0
    0
    0
    0
    0
    Post jest w trakcie moderacji
    Rzecz została pomyślnie opublikowana w strumieniu. Teraz będzie też widoczna.
  • Burza jest takim dobrym przykładem, że po złych rzeczach nastają piękne. Ta cisza, świerze powietrze i tęcza.
    0
    0
    0
    0
    0
    0
    Post jest w trakcie moderacji
    Rzecz została pomyślnie opublikowana w strumieniu. Teraz będzie też widoczna.
Obecnie brak aktywności

Z bloga

21 marzec 2021
Najsmutniejsze jest to, że nasi czworonożni przyjaciele odchodzą tak za szybko.  ...
03 maj 2021
Kicia to kotka która przybłąkała się do nas około 10 miesięcy temu. Była dzika i nie za bardzo ufała ludziom. Staraliśmy się ją oswoić. Po nie długim ...
25 marzec 2021
Pierwsze co znaleźliśmy to różne fundacje z całej Polski. Trochę nieśmiało zadzwoniliśmy do pierwszej z brzegu - a tam bez wstępu - " Jak jesteśc...